Prawdziwy heros
Prawdziwy herosCzy kiedykolwiek spotkałeś herosa? Człowieka, który dokonał czegoś niesamowitego?  Człowieka, którego los i dzieje warte są by śpiewać o nich pieśni, lub co ostatnio bardziej popularne, nakręcić film?
 

Prawdziwy Mistrz

Jeżeli masz niespełna 30 lat lub znacznie mniej, masz prawo go nie znać. W czasie gdy osiągnął wyżyny sukcesu, wdzierając się na szczyt niczym halny i łamiąc pod drodze wszelkie przeszkody, mogłeś z powodzeniem wchodzić pod stół na stojąco, a twoje mleczaki wypadały z częstotliwością prażonej w garnku kukurydzy.
Mowa tu, o bodaj najbardziej utytułowanym spośród wszystkich bokserów, nie tylko polskich. Marek Piotrowski. 9-krotny mistrz świata w kick-boxingu.
Karierę rozpoczął już jako dziecko. Zdobywając jako amator wszystkie możliwe tytuły w m.in. karate kyokushin, judo i kick-boxingu. Prawdziwy przełom nastąpił gdy zdecydował się rzucić wszystko, spakować walizkę i ruszyć w nieznane. Mówiąc na pożegnanie: „jadę po tytuł mistrza świata”.
 
Prawdziwy heros

The Beginning

Jest rok 1988. Ameryka wymieniła Ronalda Reagana na Busha Seniora, a Polska Ludowa wraz z bratnimi republikami to kram płynący w dziurawej balii. Piotrowski podobnie jak tysiące Polaków przybywa do Stanów, by dogonić marzenia. Nie ma trenera, nie ma kontraktu i brak mu kontaktów. Ma jednak coś więcej. Marzenia odległe niczym zorza polarna i ambicje wysokie niczym Himalaje. Zaczyna trenować, walczyć, wygrywać i szybko piąć się ku górze. Niszczy kolejnych rywali niczym koparka JCB babki z piasku. Po zwycięskiej walce z ikoną amerykańskiego kick-boxingu Rickym „The Jet” Roufusem, zdobywa upragniony tytuł razem z pseudonimem „The Punisher”. Staje się bożyszczem polonii w Chicago i zdobywa fanów w pozostałej części Stanów. Przychodzi jednak czas gdy ta jakże pospiesznie stawiana fasada zaczyna pękać i niebawem runie zamieniając blask i chwałę w proch i pył. Jego zdrowie, rodzina, kariera i przyszłość rozpadają się jak stłuczona porcelana. 
 
Prawdziwy heros
 

Motywacja

Ale chwilowo skupmy się na czymś innym. Co sprawia, że zwykli ludzie podejmują decyzję i zaczynają wbiegać na wyżyny zwycięstwa, pchani jakąś nieograniczoną siłą? Odpowiedź jest o dziwo prosta. Chęć odczuwania szczęścia. Podświadomie kojarzymy odczuwanie przyjemności z sytuacją gdy odnosimy sukces. Podobną większą moc ma tylko chęć unikania cierpienia. Cassius Clay znany bardziej jako Muhammad Ali zaczął boksować gdy mając 6 lat został pobity i okradziony ze swojego rowerka przez starszego chłopca. Wytworzył w sobie przeświadczenie, że jeśli będzie w stanie się obronić, już nigdy nie zazna przykrości. Może pomyślisz, że ta reguła ma zastosowanie tylko w przypadku bokserów. Jeśli tak, to zapytaj pierwszą napotkaną osobę co sprawiło, że w pewnej chwili podjąłeś ryzyko aby osiągnąć sukces? Odpowiedzi będzie wiele. Bo to miało przynieść kupę forsy. Bo to miało komuś zaimponować, pokazać moją prawdziwą wartość. Bo to miało uczynić mnie sławnym itp. Idąc tym tropem i zadając bardziej szczegółowe pytania i tak prędzej czy później dojdziesz do następującego wniosku: to właśnie szczęście jest uniwersalnym pierwiastkiem, który tworzy bardziej złożone formy naszych ludzkich pozytywnych uczuć.
Wracając do Marka Piotrowskiego. Mimo życiowej kolejki górskiej, którą zafundował mu los, nie znam wielu równie pogodnych i widzących przyszłość w jasnych barwach ludzi co On. Zapytany co dalej z nim będzie, zapewne odpowie: „To proste; wyzdrowieję i wrócę na ring”. Dla jednych heros to mitologiczny bohater lub postać z serialu. Dla mnie to człowiek, często z bliskiego otoczenia, który odważył się spełnić swoje marzenia i co ważne, zainspirować innych by brali z niego przykład.
 
Prawdziwy heros
 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Udostępnij stronę:


Krzysztof Król na: